zobacz:  przerywnik.pl   autogielda.pl   e.autogielda.pl

Czwartek, 4 Marca 2021, Imieniny obchodzą: Łucja, Kazimierz, Eugeniusz

ds

Ogłoszenia pochodzą z serwisu autogielda.pl: FORD FOCUS cena: 14 000,00 PLN, miejscowość: Piaseczno, data: 2021-03-04, ...szczegóły

NAPISZ DO ODJAZD-u

Napisz do nas - w każdej sprawie związanej z motoryzacją

reklama@autogielda.pl

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Drukuj AAA

Mężczyzna z Cobrą


Z Dariuszem Sanojcą, twórcą kultowych samochodów Cobra i Lotus Super Seven, pasjonatem motoryzacji rozmawia Magdalena Orlicz

Człowiek, który od lat ma pasję. Konstruuje i buduje samochody. Opowiada o nich z ożywieniem i przyjemnością. Swoimi zainteresowaniami i optymizmem zaraził całą rodzinę oraz przyjaciół



Magdalena Orlicz: Kiedy rozpoznał pan w sobie wirusa motoryzacyjnego?

Dariusz Sanojca: Dziadek miał na Kresach Wschodnich warsztat samochodowy. Montował licencyjne Chevrolety pod Lwowem. Z kolei wujek ma swój warsztat samochodowy pod Wrocławiem. Mam to w genach. Zacząłem od motocykli. Pierwsza był M72 z wózkiem bocznym. Później zacząłem samodzielnie składać motocykle.

Przygodę z samochodami rozpocząłem od zakupionego na milicyjnym przetargu Fiata125p. Moje kolejne auta wymagały dużego nakładu pracy - napraw oraz przeróbek, dzięki czemu zdobyłem niezbędne doświadczenie które wykorzystuję do dziś.



Z wielkim ożywieniem opowiada pan o pracy przy składaniu aut. Skąd tyle energii i zamiłowania?

W czasach mojej młodości nie było wielu rzeczy, aby coś kupić trzeba było wiele zachodu. W przypadku motoryzacji podobnie. Jak się nie miało talonu, nie można było kupić nawet malucha. Z motocyklami było podobnie. Kiedy zrobiłem pierwszego Junaka, były następne, to był taki wirus, którego mam do dzisiaj, nie mogę przestać. Najpierw zrobiłem oryginalnego Junaka. Później go sprzedałem, kupiłem następne części, zrobiłem sobie choppera, następnie drugiego. Jeździłem nimi, sprzedawałem, kupowałem części, naprawiałem, jeździłem, i tak dalej. Uczyłem się na tym metodą prób i błędów. Składaliśmy to z kolegami we Wrocławiu. Kupiliśmy 15 starych WSK, zrobiliśmy z nich 10 wersji terenowych i zaczęliśmy organizować rajdy terenowe. Pomagały mi władze miasta. Dla młodzieży to była wielka atrakcja i przyjemność. Na uczelni założyłem klub motocyklowy. Zajmowałem się ratownictwem drogowym podczas rajdów, razem z żoną. Przerobiłem starą karetkę, pożyczaliśmy sprzęt od straży pożarnej. Jestem instruktorem ST. Johns Ambulance. Przeszkoliliśmy ponad 40 osób. Wtedy nie było profesjonalnych służb ratowniczych. Młodzieży bardzo się podobał udział w rajdach, i ratownictwo.. To były lata 1987-97. Robiliśmy to, dopóki sprzęt się nie rozpadł. Sędziowałem w zawodach motocyklowych i samochodowych. Szkoda, że nie ma u nas torów wyścigowych dla amatorów. Kiedy byłem w Holandii, widziałem specjalne tory, gdzie można było pożyczyć wyścigowe auta. Ściągają tam ludzie w każdym wieku, przyjeżdżają własnymi autami, ścigają się na torze i mogą w ten sposób wyładować emocje. Niektórzy zjawiali się własnymi „wyścigówkami”.



W końcu lat 90. zaczął pan samodzielnie budować auto, które w Europie, USA a szczególnie w Wielkiej Brytanii jest samochodem kultowym, uważanym za niezwykły - Cobrę. Jak powstawało?

Zacząłem od karoserii, wiedziałem, że sam tego nie zrobię - auto musiało mieć odpowiednie parametry i wytrzymałość. W 1998 roku załatwiłem kopię karoserii Cobry, przyjechała z Wrocławskich Zakładów Szybowcowych, gdzie miałem znajomych, którzy od lat profesjonalnie zajmowali się laminatami. Przywiozłem im oryginalną skorupę od kolegi, zwymiarowali, skopiowali i zrobili. Zastanawialiśmy się, jak znaleźć kolejne podzespoły. Kupiłem w Niemczech dwa Porsche 924. Dwa - abym miał się na czym uczyć. Poprzerabialiśmy przednie i tylne zawieszenie Porsche. Kolejnym etapem po zamontowaniu karoserii, były szyby. Naciąłem ich mnóstwo, aby dopasować to do ramy. Chciałem kupić oryginalną, ale nie było to możliwe. W końcu zamówiłem u braci Sternickich z Milanówka. Kosztowała 400 funtów. Montowaliśmy to wszystko przez dwa lata, kiedy miałem wolny czas. Zamykałem się w garażu i pracowałem nocami. Kiedy wszystko było gotowe, powstał problem z zarejestrowaniem. Okazało się, że w Polsce są cztery instytuty, które dopuszczają pojazdy samochodowe do ruchu. Był to rok 2000. Najbliżej było do Bielska-Białej. Pojechaliśmy z autem na lawecie. Pierwszy przegląd kosztował 1000 zł, dostaliśmy dopuszczenie do ruchu. Robił to przesympatyczny człowiek, o ogromnej wiedzy, również pasjonat, szanujący pracę innych. Udało się w końcu zarejestrować, był maj i mogliśmy cieszyć się Cobrą. Samochód został zarejestrowany jako SAM, ponieważ nie jest repliką. Został wykonany i zaprojektowany przeze mnie. Przyjemność z jazdy jest nieporównywalna z niczym. Auto świetnie trzyma się drogi. Mam satysfakcje, że jeżdżę autem, które sam zrobiłem, niepowtarzalnym egzemplarzem w tej części świata. Klub Sevena będzie się rozrastał. W tej chwili jeżdżących są trzy, jeden w Niemczech. Dojdą jeszcze dwa, załatwiane są formalności.



Jak zdobył pan te wspaniałe dodatki, akcesoria?

Dodatkowe światło stopu na tylnej części bagażnika jest ze wskaźnika wody z 1931 roku, a wygląda jak specjalnie zaprojektowane. Zegary w kokpicie są z Porsche, drewniana kierownica od Alfy Romeo. Drewnianą, lakierowaną deskę rozdzielczą zrobiłem sam. Efekt jest doskonały. Auto wygląda jak prawdziwa wyścigówka z przełomu lat czterdziestych i pięćdziesiątych i tak jeździ. Samochód ma silnik 125-konny, ale przyspiesza do setki w 7 sekund, rozpędza się do 240 kilometrów. A to ze względu na niewielką masę - tylko 800 kg. Wejście w zakręt z prędkością 140 km to właśnie to, co Cobry i tygrysy lubią najbardziej.



Nie boi się pan zostawiać takiego samochodu, dodatkowo kabrioletu?

Nie boję się. Ludzie zachowują się przyjaźnie, oglądają, robią zdjęcia, ale nikt nie niszczy ani nie próbuje wsiadać. Moim zdaniem ludzie szanują i doceniają to, że auto jest zrobione własnoręcznie. Poza tym jesteśmy otwarci do ludzi i dajemy każdemu kredyt zaufania. Samochód nie ma AC, ponieważ kiedy zapytałem o to ubezpieczyciela, długo się zastanawiał, nie wiedział jak go zakwalifikować i wyznaczył astronomiczną kwotę.



Jak powstawał Lotus Seven, kolejny ciekawy samochód, którego klub cały czas się rozrasta dzięki pana entuzjazmowi.

Kiedy powiedziałem moim przyjaciołom o planach budowy Sevena, z entuzjazmem podłapali mój pomysł i również rozpoczęli pracę nad własnymi autami. Najpierw robiliśmy ramy, spawając je z zakupionej stali. Montowaliśmy koła. Blachy na karoserię trzeba bardzo żmudnie dopasowywać do konstrukcji. Wykorzystywaliśmy podzespoły z różnych aut. Szyby wycinamy sami lub kupujemy z Żuka i dopasowujemy. Dodam jeszcze, że tapicerka jest skórzana, a wykończenie drewniane, co dodaje tym autom niezwykłego uroku. Efektem mojego, jak niektórzy twierdzili, szalonego pomysłu, są cztery podobne, ale jednak odmienne stylem Seveny. Moje marzenia się spełniły. Trzeba je tylko chcieć realizować.

Seven

SZUKAJ

NASZE GAZETY

OGŁOSZENIA

cena: 20 800,00 PLN

data: 2021-03-03

cena: 47 000,00 PLN

data: 2021-03-04

cena: 18 500,00 PLN

data: 2021-03-04

cena: 17 000,00 PLN

data: 2021-03-04

cena: 38 000,00 PLN

data: 2021-03-04

cena: 53 000,00 PLN

data: 2021-03-04

cena: 23 500,00 PLN

data: 2021-03-04

cena: 42 000,00 PLN

data: 2021-03-04

cena: 32 000,00 PLN

data: 2021-03-04

cena: 32 000,00 PLN

data: 2021-03-04


 

NASZE SERWISY

Autogielda  Odjazd  M2 Planeta zwierząt  Erotyka

Redakcja: raklama@autogielda.pl

Copyright © 2008 Autogielda - M. MAJSKI, J. STYRNA - SPÓŁKA JAWNA