zobacz:  przerywnik.pl   autogielda.pl   e.autogielda.pl

Środa, 30 Września 2020, Imieniny obchodzą: Wera, Zofia, Honoriusz

ds

NAPISZ DO ODJAZD-u

Napisz do nas - w każdej sprawie związanej z motoryzacją

reklama@autogielda.pl

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

Drukuj AAA
Fot. archiwum;

Fot. archiwum

Lubię auta z duszą

Magdalena Orlicz


Z Januszem Dydyńskim, właścicielem restauracji Miki we Wrocławiu, kolekcjonerem starych samochodów, rozmawia Magdalena Orlicz

Jak to się stało, że kolekcjonuje pan stare samochody? Proszę powiedzieć z którego roku są te auta?

Ford Thunderbird jest z 1979 r., 5-litrowy, coupe, dwudrzwiowy, długość 5,6 m. Ford Merkury 1980 rok, Cougar XR7 i Volvo 244 DLS z 1978 roku. Lubię stare auta, bo są proste, normalne i mają duszę. Można wszystko przy nich zrobić, łatwo je naprawić. Współczesne auta są „plastikowe i elektroniczne”, nie mają własnego ducha. Kiedy zacząłem prowadzić własną restaurację, wymyśliłem, że będę rozwoził jedzenie Trabantem, który stoi tu do dziś. Zrobiłem go od podstaw, kupiłem prawie złom ale miałem satysfakcję, że udało mi się doprowadzić go do stanu używalności. Przystosowałem go do wożenia żywności. I tak się zaczęło. Później był drugi, trzeci, piąty Trabant. Został jednak ten pierwszy. Spotkałem kolegę z młodszych lat, też pasjonata motoryzacji, który inspirował mnie do działania. Miałem też Wartburga, Warszawę kombi, Syrenę. Kiedy na parkingu pod restauracją stało już 7 starych aut, stwierdziłem, że muszę się na coś zdecydować. Zostałem przy „amerykanach” i jednym Volvo.

Jak kupił pan swoje amerykany? Co było powodem chęci posiadania starych aut?

Zaczęliśmy jeździć na giełdy, szukaliśmy ogłoszeń. Znajomy kolegi przywiózł z Niemiec Forda z 1980 roku. Miałem go kupić, jednak, nie zdecydowałem się, kupił go kolega. W międzyczasie kupiłem Forda Thunderbirda, trochę go „dopieściłem” i jeździł. Tymczasem kolega musiał się pozbyć swojego Forda, którego odkupiłem, bo szkoda było go oddać w obce ręce. Kupiłem od niego też Volvo, którego nie był w stanie utrzymać. Chciałem je po prostu mieć, doprowadzić do idealnego stanu aby jeździły. To moja pasja, nie wszystko się robi dla pieniędzy. Traktuję je jak duże zabawki. Do dziś mam kolekcję samochodów PRL- u, która stale się powiększa.

Sam naprawia pan swoje auta. Czy ma pan do tego przygotowanie zawodowe?

Jestem z zawodu mechanikiem samochodowym, nie pracuję jednak w zawodzie, wykorzystuję wiedzę i umiejętności przy swoich „zabawkach”. Prawo jazdy robiłem w 1976 roku, dość późno jak na fana motoryzacji. To kosztowało, poza tym rodzice nie chcieli się zgodzić. Dziś prawo jazdy można robić wszędzie, jest to powszechne. Ja nie miałem takich możliwości. Ojciec miał samochód, na którym ćwiczyłem jazdę. To była taksówka. Robiłem stale coś przy rowerach i motorowerach. Zajmowałem się też motorami, jednak nie ciągnęło mnie do jazdy nimi, choć mam kolegów w Klubie Harleya. Później zrobiłem papiery czeladnika, chciałem być mechanikiem samochodowym. Mój pierwszy samochód to Fiat 125, 1968 rocznik, silnik 1300, włoskie podzespoły. To była rewelacja, chodził jak brzytwa. Następnie dostałem od ojca Warszawę. Później miałem Fiata 124, składaka i inne.

Na podwórku koło domu stoi Ford Thunderbird. Wygląda imponująco. Proszę opowiedzieć, jak doszło do jego kupna?

Kupiłem go od kolegi, który sprowadza motorówki, motory i auta z Ameryki. użytkownikami Forda byli starsi małżonkowie. Miał przejechane tylko 45 tys. mil. To jest 1979 rocznik. Zakonserwowałem go, nie robiłem wiele. Były mi potrzebne detale, znalazłem je w Polsce. Wnętrze było czyste, jednolite kolorystycznie, bardzo komfortowe. Auto nie było tanie. Aktualnie ma wartość ok. 30 tys. zł. Muszę dodać, że syn również zajmuje się samochodami razem ze mną.

Jestem we wnętrzu Thunderbirda, zapadam się w siedzenie… Zaglądamy do silnika. To model produkowany w Ameryce od 1955 roku…

Proszę zauważyć jak lekko chodzi kierownica, siedzenia są komfortowe jak w salonie, na podłodze jasne futrzaki. Auto ma klimatyzację, prostą, czytelną tablicę, liczniki, skrzynia biegów automatyczna. Wszystko tu już było. Siedzenia są bardzo nisko, widzi się czubek maski. Wygodny, na bezdroża Ameryki. Szyby boczne elektryczne bez ramek. Silnik 5 litrów, jak w ciężarówce. Pali tyle ile się naleje. Jak ktoś umie tym jeździć, pali po mieście ok. 16 litrów, na trasie ok. 10 l . Nie dodając gazu, jadąc automatem, osiąga prędkość 60 km/h. Tu jest 8 cylindrów. W Polsce są tylko dwa takie auta w całości i jeden niesprawny. Mój samochód stoi w specjalnie przystosowanym do niego garażu. Jeździmy nim na zloty, ludzi robią zdjęcia, pytają o wszystko.

A Volvo 244 DLS z 1978 roku?

Stoi, jest kompletny, ale trzeba w nim zrobić kosztowny remont, jest zarejestrowany jako auto zabytkowe. Kupiłem go już w takim stanie, ale chcę go doprowadzić do użytku. Niestety i nas dopadł kryzys, musimy poczekać na lepsze czasy…

Motoryzacja jest obecna również w państwa restauracji. Mnóstwo tu ciekawych gadżetów. Skąd pochodzą?

To są stare dekle, unikatowe, metalowe, jest kołpak z Bentleya, kupowałem je na giełdach staroci. Trzeba ich dobrze szukać, ale można znaleźć ciekawe rzeczy. Mam też stare i nowe tablice rejestracyjne z Kalifornii, dużo niemieckich, starych, nawet z Rosji. Są obrazki zabytkowych samochodów. Zbieram te gadżety od 13 lat. Mam też stare odbiorniki radiowe, telewizyjne, jest tego dużo. Każdy egzemplarz to historia i włożone pieniądze. Żartuję, że jak kiedyś nie będę miał z czego żyć, zacznę to wyprzedawać.

 

SZUKAJ

NASZE GAZETY

OGŁOSZENIA

cena: 16 900,00 PLN

data: 2017-01-26

cena: 16 900,00 PLN

data: 2017-01-21


 

NASZE SERWISY

Autogielda  Odjazd  M2 Planeta zwierząt  Erotyka

Redakcja: raklama@autogielda.pl

Copyright © 2008 Autogielda - M. MAJSKI, J. STYRNA - SPÓŁKA JAWNA